Nowość w sklepie kp

odczarowanie_okladka_m.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Żeby było weselej, napiszę, jak Cię pamiętam. Pochylnia z Sali Śniadeckich, ty lecisz na czele grupy robotników i studentów goniąc bojówkę endecką, która chciała rozbić wieczór poezji różnych narodów. Masz taką minę wilkołaka, jaką umiałeś robić, zęby na wierzchu, oczy wytrzeszczone, w ręku trzymasz szczątki krzesła. I wyjesz.
list M. do Czesława Miłosza, Rok myśliwego
Advertisement
Eurowybory: Zła i dobra wiadomość Drukuj
Adam Ostolski   
09.06.2009
Wybory do Parlamentu Europejskiego nie oznaczają zwycięstwa chadecji. Można mówić o względnym sukcesie, ale nie opiera się on na mocnych podstawach. Europejska Partia Ludowa stworzy największy klub w nowym Parlamencie po prostu dlatego, że straciła w tych wyborach mniej niż socjaliści. Socjaldemokratom nie pomogła ani kampania obiecująca „nowy kierunek dla Europy”, ani działalność Poula Nyrupa Rasmussena, który od miesięcy jest niestrudzonym i kompetentnym krytykiem bierności komisji Barroso wobec kryzysu. Pomysły socjaldemokratów były godne uwagi, ale zabrakło im żaru. Jedyne siły, które realnie zyskały, to ksenofobiczna prawica i Zieloni – grupy proponujące pozorną lub autentyczną alternatywę wobec status quo. Na marginesie warto też zwrócić uwagę na brak wzrostu poparcia dla radykalnej lewicy (choć w Irlandii mandat zdobył trockistowski polityk Joe Higgins) oraz na mandat zdobyty przez szwedzką Partię Piratów.

Co to oznacza dla Europy?

Przede wszystkim czeka nas kolejne pięć lat dryfu w prawo. Barroso zachowa zapewne stanowisko szefa Komisji, co wiąże się z wieloma przykrymi konsekwencjami dla pracowników najemnych, internautów, kobiet i mniejszości, konsumentów, imigrantów, krajów rozwijających się i środowiska naturalnego. Cieszyć się mogą natomiast: duże państwa, lobby atomowe, raje podatkowe, wielki biznes i organizacje pracodawców.

Z drugiej strony można jednak spodziewać się głębszego upolitycznienia prac Parlamentu. Dotychczasowa polityka integracji oparta na zakulisowym konsensusie odchodzi powoli w przeszłość. Barroso nie będzie miał łatwego życia z Zielonymi, którzy rozpoczęli jeszcze przed wyborami kampanię „Barroso musi odejść” i nic nie wskazuje na to, żeby zamierzali odpuścić. Socjaldemokraci mają uraz do chadeków po transferze Danuty Hübner, co zmniejsza ich gotowość do współpracy w ramach nieformalnej „wielkiej koalicji”. Liberałowie nadal odgrywać będą rolę języczka u wagi, jednak nowy układ sił (zwłaszcza przewidywane wystąpienie z EPL brytyjskich i czeskich konserwatystów i wzrost znaczenia skrajnej prawicy) sprawia, że zarówno lewica, jak i chadecja będzie się musiała z nimi bardziej liczyć. Jeśli spróbują powalczyć o stanowisko przewodniczącego Parlamentu dla Grahama Watsona, może nas czekać burzliwy początek nowej kadencji.

Co to oznacza dla lewicy?

Jeśli uważnie przyjrzeć się wynikom różnych lewicowych list i partii, przeważają dobre wiadomości. Przede wszystkim trzeba zwrócić uwagę na bankructwo „trzeciej drogi”. Objawiło się ono aż nadto wyraźnie: słabe wyniki SPD i PSOE przypieczętowane zostały klęską brytyjskich laburzystów, którzy po raz pierwszy w historii przegrali z konserwatystami nawet w Walii. Przegrały również te partie Zielonych, które w ostatnich latach wybierały trzeciodrogową strategię – irlandzka i czeska.

Inna ważna kwestia to właśnie europejski sukces Zielonych. Zwłaszcza we Francji, gdzie Zieloni utworzyli szeroką koalicję, rozciągającą się od alterglobalisty José Bové po centrowego ekologa Antoine’a Waechtera. Przyniosło im to aż 14 mandatów i pozycję trzeciej siły politycznej w kraju.  Europejskich wyborców idea Zielonego Nowego Ładu jako odpowiedzi na kryzys przyciągnęła bardziej niż antykapitalistyczny język radykalnej lewicy. To ważne, bo w większości istotnych spraw Zieloni głosują w Parlamencie Europejskim podobnie jak komuniści. Różnica dotyczy przede wszystkim języka i stylu prowadzenia polityki. Nawet w sytuacji kryzysu ton sprzeciwu, oporu i buntu okazał się jednak mniej przekonujący niż ton (choćby skromnej) nadziei.

Przynajmniej po lewej stronie. Nie sposób bowiem zignorować wyniku holenderskiej Partii Wolności, która stała się drugą siłą w kraju, czy Brytyjskiej Partii Narodowej, która wprowadziła do Parlamentu dwóch posłów. Wiąże się z tym realne ryzyko, że część socjalistów stonuje swoją krytykę Barroso, budując wspólnie z chadekami „kordon sanitarny” przeciw nacjonalistom. Byłoby to najgorszą rzeczą, jaką dziś lewica mogłaby zrobić. Oznaczałoby to zabetonowanie europejskiej polityki na wiele lat, i to w niezbyt korzystnym punkcie. Dziś bardziej niż kiedykolwiek trzeba krytykować właśnie chadeków. To Barroso i Europejska Partia Ludowa dają pożywkę skrajnej prawicy swoją indolencją w obliczu kryzysu i notorycznym przesuwaniem granic tego, co dopuszczalne wobec imigrantów. Niech sukces ksenofobów nie przesłania nam faktu, że polityka zdominowanej przez chadecję Unii jest już dziś dostatecznie ksenofobiczna. Setki imigrantów, którzy wskutek działalności Frontexu giną co roku na granicach „twierdzy Europa” i nieznana liczba osób przetrzymywanych w obozach w Afryce Północnej poświadczają to najlepiej.

Komentując nastroje panujące w Niemczech po zwycięstwie nad Francją w 1871 roku, ostrzegał Friedrich Nietzsche, że wygrana wojna może być najgorszym nieszczęściem dla narodu, który z przewagi militarnej wnioskuje o przyrodzonej wyższości własnej kultury. Ani względny sukces chadeków, ani realna przegrana socjaldemokratów, ani stagnacja lewicy radykalnej nie powinny nas zwodzić. Te wybory to również sukces Zielonych, pierwszy mandat dla Partii Piratów i ostateczna kompromitacja „trzeciej drogi”. Wczytajmy się w te tendencje, a bez trudu odnajdziemy kierunek na przyszłość.
Komentarze
Boyszewik  - PSOE?   |09.06.2009 08:53:08
Akurat w przypadku PSOE możemy mówić o sukcesie wyborczym. W warunkach naprawdę
ostrego kryzysu gospodarczego zdobyli 21 mandatów, przy 23 prawicy, to bardzo
dobry wynik.

Zieloni tak naprawdę sukces odnieśli tylko we Francji. W skali
Europy zyskali tylko 5 mandatów i nadal są niewielką frakcją 52 mandaty w
736-osobowym gremium. Ponadto radykalna lewica we Francji procentowo zdobyła
wcale nie tak dużo mniej głosów. Jej grzechem jest sekciarskie rozbicie i w
efekcie np zero mandatów NPA. Chociaż za Francję należą się Zielonym gratulacje.
Mieli dużo lepszy pomysł na wybory niż koalicja z neoliberałami z PD i
neoliberalno-socjalliberalną SDPL.

A propos, jaki wynik osiągnął Bartosz Lech
w Belgii?
krzysztof_nawratek   |09.06.2009 13:04:11
W UK Zieloni tez zyskali.
Co do BNP to uzyskali oni mniej glosow niz w
poprzednich wyborach i tylko totalna kleska Parti Pracy spowodowala ze zyskali
mandaty.
BNP to byl i zapewne pozostanie margines.
Co ciekawe - Torysi mimo
wielkiej wygranej (liczonej iloscia mandatow oraz niemal calkowitym przejeciem
wladzy na szczeblu lokalnym) rowniez nie odnotowali radykalnego wzrostu
poparcia, znow - to katastrofa Labourzystow otworzyla im droge do
sukcesu.
Generalnie wiec zgadzam sie z Adamem - te wybory prawica wygrala, ale
jej sukces jest oparty na zadziwiajaco slabych podstawach.
onewayticket1   |09.06.2009 13:18:42
Bartek Lech dostal 13 955 głosów, ten wynik osiągnął nie w całej Belgii, ale w
Walonii i Brukseli, bo w Belgii są dwie partie Zielonych w części flamandzkiej i
walonskiej. Bartek startował z list Eccolo, które w sondażach miało
23%.
Zgadzam się z Adamem, że Zieloni w tych wyborach europejskich odnieśli
naprawdę duży sukces, bo są jedynym ugrupowaniem, które zyskało mandaty w
porównaniu z minioną kadencją, oczywiście najbardziej widoczny jest sukces
francuski, bo zyskali aż 8 mandatów.
W Polsce Zieloni nie mieli szans na inną
koalicję, bo i sld jest równie neoliberalna co sdpl, a reszta na lewo od sld i
sdpl w ogóle się nie liczy, więc potencjalna koalicja miałaby jeszcze mniej
szans:)
Marcin Szymański   |09.06.2009 13:33:51
Więc dlaczego Zieloni nie wystartowali samodzielnie? Tylko nie mówcie, że ktoś
ich zmuszał do tej koalicji, a najbardziej sytuacja polityczna. Jeżeli tak
bardzo chcieli wejść do EP, że zaprzedali się liberałom to ja im podziękuję. Nie
ma drogi na skróty, jak powiedział pewien działacz PPS-u. Trzeba konsekwentnie
walczyć o swój elektorat, a nie liczyć, że "w grupie raźniej". Zieloni
stracili w moich oczach przez te wybory.
Boyszewik   |10.06.2009 04:56:25
Sądzę, że SLD jest obecnie trochę mniej neoliberalna od SdPl. Ale przyznasz, że
Unia Pracy jest z pewnością dużo mniej neoliberalna od Partii Demokratycznej o
cichych sojusznikach z SD nie wspominając. Poza tym SLD-UP miał tę przewagę, że
brał mandaty. Dlatego przed wyborami samorządowymi warto zastanowić się nad
budowaniem lewicowej listy właśnie wokół SLD.
onewayticket1  - Dlaczego Zieloni musieli utworzyć koalic   |10.06.2009 06:49:25
Odpowiedź jest bardzo prosta: byli na nią skazani. Tak jak skazane na nią jest
każde nowe ugrupowanie polityczne, mające nową ofertę programową, ponieważ
funkcjonujemy w obiegu zamkniętym, w zabetonowanej demokracji, można wybrać
dowolne określenie. Start samodzielny nie był możliwy, bo Zieloni nie daliby
rady zebrać ponad 10 tys. podpisów w 13 okręgach, żeby zarejestrować listy. A
start z listami zarejestrowanymi w kilku okręgach jest startem symbolicznym i z
góry skazanym na porażkę. Bardzo łatwo jest ferować wyroki, rozpatrując całą
rzecz wyłącznie w kategoriach "cnoty moralnej", "czystości
ideowej", ale w oderwaniu od realiów politycznych. A te realia są takie, że
w Polsce po 1989 roku nie powstało żadne nowe ugrupowanie polityczne, które
odniosłoby sukces, samodzielnie uzyskując mandaty w wyborach parlamentarnych czy
europejskich. Te wszystkie tzw. nowe ugrupowania w gruncie rzeczy nie były
nowymi, bowiem bazowały na secesji. PO uwłaszczyła się na Unii Wolności, SDPL na
częściowej infrastrukturze SLD.
Dlaczego np. Krytyka Polityczna nie
zaryzykowała debiutu w tych wyborach europejskich? Ano właśnie dlatego, że zbyt
dobrze zdaje sobie sprawę z barier strukturalnych polskiej sceny politycznej.
Wydawałoby się (abstrahując od oferty programowej), że Partia Kobiet, która
bazowała na dosyć szerokim ruchu społecznym, odniesie sukces. Niestety, w 2007
roku, kiedy startowała do parlamentu, zebrała nawet mniej podpisów poparcia
potrzebnych do rejestracji list niż Zieloni w 2004, a teraz ponownie zdecydowała
sie na start samodzielny i poległa sromotnie, bo nie zarejestrowała listy choćby
w jednym okręgu.
Co się stało z Unią Pracy? Stała się przystawką SLD.
Zieloni
w ramach utworzonej koalicji walczyli o swój elektorat, prowadzili własną
kampanię i mieli własny przekaz. Co z tego? Polskie media zachwyciły się
przekazem PO, żeby jak najwięcej Polaków znalazło się w największym ugrupowaniu,
bo w wtedy najlepiej będzie się walczyło o polskie interesy - np. o dumping
socjalny. A że to największe ugrupowanie w PE działa wbrew interesom ludzi, ale
w interesie wielkich korporacji to już nieważne. Wszak prezesi korporacji też
ludzie.
Boyszewik   |10.06.2009 13:17:11
1. Wystarczy zebrać podpisy w połowie okręgów. Takie PPP, czy PR dały
radę.

2. Rozumiem, że pójście z SDPL czy PD to pójście na kompromis. Tak samo
jak start z SLD. Tyle, że ten drugi daje perspektywicznie dużo większe szanse na
sukces. Jak się idzie na kompromisy to na takie, które mogą przynieść sukces, a
nie takie z góry skazane na porażkę.
Aeth   |10.06.2009 15:48:10
Jak już zauważono: zebranie podpisów to jedno, a uzyskanie realnego poparcia to
drugie. Wystarczy popatrzyć, gdzie ostatecznie zawędrowały PPP i PR. Nie było
innej opcji dla Zielonych, jak koalicja z silniejszymi stronnictwami. Problem w
tym, że wybrane przez nich Porozumienie dla Przyszłości nie nadaje się do
określenia takim mianem. Jednym słowem: błąd.

Mi się wydaje, że do tych
problemów Europy wynikających z przewagi chadeków warto też dodać zastój
instytucjonalny. To w końcu PES jest bodaj najbardziej prointegracyjną siłą
Parlamentu Europejskiego i jej osłabienie będzie dla dalszego jednoczenia
kontynentu niekorzystne. Oczywiście przyszłość Traktatu Lizbońskiego (zasłużony
upadek lub jednak przeforsowanie) będzie drugim ważnym czynnikiem, niemniej nie
w takim stopniu, bowiem nie jest on, jak na moją wiedzę (częściowo się z nim
zapoznałem) tak reformujący, jak by się zdawało.
EPP - ED będzie natomiast
zapewne starać się zadowolić wszystkich, czyli w efekcie nikogo. Unia nie będzie
ani zbyt silna, ani zbyt opiekuńcza. Może jeszcze więcej czasu poświęci na
różnego typu nadprodukcję dokumentów normujących rynek, jak to było ze sławną
krzywizną banana.

To już kolejna kadencja przewagi tej frakcji,
chrześcijańscy demokraci ogólnie mają się w Europie dobrze, coraz lepiej.
Zdarzały się już w historii okresy supremacji ich partii, być może znów historia
się powtarza? Można powiedzieć, że doszło do paradoksalnej sytuacji, w której
tak lewica, jak konserwatyści i liberałowie mają wspólny cel: pozbyć się
chadeków. I to nie tylko z Unii, ale również poszczególnych państw
członkowskich: Włochy i Niemcy to tylko większe przykłady.

Z tego powodu nie
sądzę, by potwierdziła się teza autora tego artykułu o zmianie trybu pracy PE,
raczej wręcz przeciwnie: nowy skład Parlamentu, z jeszcze większym
rozdrobnieniem mandatów (wcześniej "czysta" prawica była raczej na
marginesie), wymusza zawieranie kompromisów między frakcjami w zasadzie przy
każdym projektowanym prawie. Tutaj wszyscy za bardzo się od siebie różnią, żeby
wytworzyć jakąś stałą większość i opozycję. Może zaostrzą się różnice opinii
między ugrupowaniami, ale dalej pozostanie bardziej koncyliacyjne ustawodawstwo
zamiast zaciekłej walki ideologicznej - zmiany może w retoryce, nie w praktyce.
rebelle  - bez defetyzmu :)   |11.06.2009 11:01:18
Autor jest trochę defetystą… Chadecja jest dziś paradoksalnie w narożniku. Nie
zgadzam się z autorem artykułu, że nowa kadencja Barroso jest już przesądzona.
Inne kandydatury - Poul Nyrup Rasmussen czy wymieniany ostatnio w tym kontekście
Guy Verhofstadt - są co najmniej równie prawdopodobne.

Co do sukcesu
Zielonych: jest większy niż się wydaje :) Czasami jeden mandat to efekt dużego
skoku, np. w Szwecji skok z 6 proc. na ponad 11 proc. (i z 7. miejsca na 4.)
oznaczał tylko jeden dodatkowy mandat. Zielonym wzrosło także w UK, Holandii i
wielu innych krajach. Gdyby liczyć tylko reprezentację starej piętnastki,
zieloni idą łeb w łeb z liberałami. Niestety, nowe kraje Unii nie uczestniczą w
tej zmianie.

Jeśli chodzi o polskich Zielonych, to (proszę to przyjąć jako
wiadomość z dobrze poinformowanego, choć anonimowego źródła) SLD nie był
zainteresowany takim porozumieniem.
Aeth   |11.06.2009 12:04:30
To by było nawet rozsądne. Sojusz nie jest raczej zainteresowany włączaniem
innych partii na swoje listy wyborcze - to stwarzałoby dla nich tylko formy
przetrwalnikowe, w tym wypadku w PE, które później mogłyby zwrócić się przeciwko
nim. Przypadek LiD - u na pewno działa na wyobraźnię polityków najsilniejszej
opcji po lewej stronie w Polsce.
SLD ma interes w tym, żeby wszelkie
alternatywy na lewicy były marginalizowane. Patrząc na te wybory z tej
perspektywy, stronnictwo Napieralskiego odniosło nawet sukces. W końcu jedyny w
miarę groźny rywal, PdP, otrzymał tylko (i aż) 2,44% głosów.

Co do kwestii
szefa KE: EPP jest najsilniejsza w Parlamencie Europejskim, więc raczej trudno
sobie wyobrazić, żeby przewodniczącym Komisji miał zostać socjalista. Na pewno
chadecy będą musieli pójść na jakiś kompromis z innymi frakcjami, ale
dopuszczanie np. Poula Nyrupa Rasmussena wydaje się nieosiągalne.
teston65   |11.06.2009 15:39:03
sld już od dawna lewicowe jest tylko z nazwy, więc tak naprawdę i tak nie mam,
na kogo głosować. Może w następnych wyborach KP zdecyduje się na start. Nawet
chętnie bym popracował w takiej kampanii. Ktokolwiek zostanie przewodniczącym KE
dla zwykłych ludzi tak czy tak nadchodzą ciężkie czasy. Ktoś musi zapłacić za
domy amerykanów i na odprawy prezesów.
Aeth  - SLD = PES   |13.06.2009 07:25:02
Akurat w tych wyborach warto było oddać głos na Sojusz. Nie dlatego, że jest to
dobra partia lewicowa, ale z racji jej członkostwa w PES. To automatycznie
wymusza na europosłach SLD konieczność podporządkowania się decyzjom swojej
grupy politycznej w Parlamencie Europejskim w wielu sprawach. Eurosocjaliści są
chyba godni poparcia.

Niemniej na dłuższą metę formuła stronnictwa
Napieralskiego musi się wyczerpać. Ja, podobnie jak mój przedmówca, czekam na
chwilę, gdy po lewej stronie pojawi się jakaś autentycznie nowa alternatywa. I
wydaje mi się, że ludzie z KP mają predyspozycje, by taką się stać. I też
chętnie bym jej pomógł.
rebelle  - tyle że…   |13.06.2009 12:33:10
Tyle że w PE nie ma dyscypliny frakcyjnej, więc członkostwo w PES niczego
automatycznie nie wymusza. A PES jest podzielony -
niektórzy deputowani, zwłaszcza z Polski i UK, głosują często
antypracowniczo. Np. popierając opt out w dyrektywie o maksymalnym czasie
pracy czy sprzeciwiając się wyjęciu usług publicznych spod dyrektywy
Bolkesteina. Zapisy głosowań są na stronach PE, więc łatwo sprawdzić, czy
głosując na konkretną osobę popieramy europejskiego socjaldemokratę
lub socjaldemokratkę, czy neoliberała.

Inna rzecz, że PES-owi
jako całości najbliżej jest do ALDE. W trzech głosowaniach na cztery
większość PES głosuje tak jak większość ALDE…opt out
rebelle  - żeby nie być gołosłowną :)   |13.06.2009 13:11:27
http://www.europarl.europa.eu/sides/getDoc.do?pubR
ef=-//EP//NONSGML+PV+20060216+RES-RCV+DOC+PDF+V0// EN&language=EN

tu jest np.
wynik głosowania w sprawie ochrony usług publicznych (str. 16 protokołu,
Gebhardt Am 236). z Polski przeciw głosowali wszyscy posłowie oprócz jednego. w
tym wszyscy polscy posłowie PES.

a tu:
http://www.europarl.europa.eu/sides/getDoc.do?pubR
ef=-//EP//NONSGML+PV+20081217+RES-RCV+DOC+PDF+V0// EN&language=EN

zapis
głosowania w sprawie dyrektywy o czasie pracy. z 9 polskich PES-owców 6
głosowało za lewicowym rozwiązaniem, a 3 przeciw. ciekawe (i smutne), że
propracownicze rozwiązania poparło w tym głosowaniu więcej prawicowych niż
lewicowych posłów z Polski.
rebelle  - żeby nie być gołosłowną :)   |13.06.2009 13:11:27
http://www.europarl.europa.eu/sides/getDoc.do?pubR
ef=-//EP//NONSGML+PV+20060216+RES-RCV+DOC+PDF+V0// EN&language=EN

tu jest np.
wynik głosowania w sprawie ochrony usług publicznych (str. 16 protokołu,
Gebhardt Am 236). z Polski przeciw głosowali wszyscy posłowie oprócz jednego. w
tym wszyscy polscy posłowie PES.

a tu:
http://www.europarl.europa.eu/sides/getDoc.do?pubR
ef=-//EP//NONSGML+PV+20081217+RES-RCV+DOC+PDF+V0// EN&language=EN

zapis
głosowania w sprawie dyrektywy o czasie pracy. z 9 polskich PES-owców 6
głosowało za lewicowym rozwiązaniem, a 3 przeciw. ciekawe (i smutne), że
propracownicze rozwiązania poparło w tym głosowaniu więcej prawicowych niż
lewicowych posłów z Polski.
rebelle  - aha   |13.06.2009 13:19:19
w sprawie czasu pracy patrzymy na str. 58, głosowanie w spr. poprawki: Cercas
popr. 16.
Boyszewik  - PES   |13.06.2009 17:46:26
1. Akurat dyscyplinę w PES łamali głównie europosłowie SdPl, szczególnie jeden,
niejaki Dariusz Rosati, który we wszystkich ważnych głosowaniach głosował
przeciwko własnej frakcji. Do kuriozum zaliczyć należy głosowanie nad pakietem
telekomunikacyjnym kiedy to Rosati, jako JEDYNY głosował przeciw swojej frakcji.
Paradoksalnie osoby takie jak Siwiec, Geringer, Liberadzki (o Gierku nie mówiąc)
głosowały tak jak PES. Czyli tak jak należało głosować.

2. Że SLD nie chciało
w tych wyborach Zielonych? To akurat można wytłumaczyć małą liczbą mandatów do
podziału. Teraz liczą się wybory samorządowe. Ważne aby w nich wystawić szeroką
listę. SLD powinno być otwarte na szerokie otwarcie bo i będzie co
dzielić.

3. Rewelacyjnie, że Zieloni zyskali gdzieś mandat. Nie zmienia to w
niczym faktu, że ich frakcja stanowi 0,69 proc. składu PE. Raczej mało.

4.
Akurat brak startu KP w tych wyborach był najlepszą możliwą decyzją. To naprawdę
jeszcze nie ten etap.
rebelle  - @ Boyszewik   |14.06.2009 03:27:42
"tak jak PES. Czyli tak jak należało głosować"

Uważasz, że w 3
sprawach na 4 należy głosować tak, jak ALDE? Interesujące.

Powtórzę jeszcze
raz: istnieje zakaz wprowadzania dyscypliny we frakcjach w PE, nie można więc
jej złamać.

Nie wiem, czy warto się przerzucać nazwiskami, ale, skoro
zacząłeś :) Pinior i Grabowska należeli do najbardziej lewicowych europosłów
polskiej delegacji. Rosati faktycznie głosował bardziej jak liberał, ale akurat
w sprawie pakietu telekomunikacyjnego powtarzasz błędne informacje (patrz
przypis pod wywiadem z Jarosławem Lipszycem na tej witrynie). Vote Watch.eu
podaje, że Marek Siwiec głosował zgodnie z większością PES nieco rzadziej niż
Rosati (odpowiednio 91% i 92,9% głosowań). Niższe wskaźniki zgodności miewają
jednak niektórzy posłowie ze Szwecji czy Francji - nie jestem więc przekonana,
że zgodność z PESem jest jakimś cudownym wskaźnikiem lewicowości. Cały PES
najczęściej głosuje zgodnie z ALDE (75,44%), w dalszej kolejności: z Zielonymi
(69,83%), chadekami (69,7%), Unią na rzecz Europy Narodów (63,36%) i Zjednoczoną
Lewicą (62,01%). Jak widać, PESowi jako całości jest nieco bliżej do prawicy z
UEN niż do komunistów i socjalistów z GUE.

Teraz w sprawie dyrektyw, o
których pisałam. WSZYSCY polscy posłowie z PES głosowali przeciw ochronie usług
publicznych przed dyrektywą Bolkesteina. Zaś trzej - Rosati, Siwiec i Szejna -
przeciw ambitnej dyrektywie w spr. czasu pracy.


Tak więc powtórzę to, co
napisałam wyżej: nie wiem, skąd się bierze mit lewicowego PES. Jeśli chcemy mieć
lewicowy parlament, nie należy stawiać na PES, tylko na GUE i Zielonych.
Boyszewik   |14.06.2009 05:05:16
1. Nie pisałem o przykładach, które podałaś, tylko o przykładzie, który sam
podałem (w momencie pisania posta nie zdążyłem przeczytać Twojego wpisu).

2.
Grabowska? Grabowska to jest Rosati w spódnicy. Pinior jest już zdecydowanie
lepszy. Jeśli chodzi o Grabowską to chyba niezbyt lewicowe jest popieranie
podatku liniowego: "Genowefa_Grabowska: Podatek liniowy sprawdził się u
naszych południowych sąsiadów w Słowacji. Pokazał, ze gospodarka szybciej się
rozwija, a ludzie wcale nie biednieją. Matematyka wskazuje, ze np. 20-procentowy
podatek liniowy oznacza dla zarabiającego 1000 zł. 200 złotowy podatek, a dla
tego kto zarabia 10 000 ten sam podatek wyniesie 2000."
http://katowice.naszemiasto.pl/wydarzenia/1004886. html

3. Akurat posłowie ze
Szwecji czy z Francji głosują często bardziej na lewo niż PES. W polskim
przypadku głosowanie niezgodne z PES-em oznacza głosowanie z liberałami. W tym
sensie w polskim przypadku jest wskaźnikiem lewicowości.

4. Jestem w stanie
przyznać Ci rację, że najbardziej lewicowo głosują GUE i Zieloni. Tylko, że w
Polsce głosowanie na Zielonych było głosowaniem na ALDE - po prostu. A GUE nie
miało swojej listy ogólnokrajowej. Ponadto jak zsumujemy posłów Zielonych i GUE
to mamy niewiele ponad 10 proc. PE. Trochę mało.
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą pisać komentarze!

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 12.06.2009 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »