Nowość w sklepie kp
Komentarze
CYTAT DNIA
Żeby było weselej, napiszę, jak Cię pamiętam. Pochylnia z Sali Śniadeckich, ty lecisz na czele grupy robotników i studentów goniąc bojówkę endecką, która chciała rozbić wieczór poezji różnych narodów. Masz taką minę wilkołaka, jaką umiałeś robić, zęby na wierzchu, oczy wytrzeszczone, w ręku trzymasz szczątki krzesła. I wyjesz.
list M. do Czesława Miłosza, Rok myśliwego
|
|
Eurowybory: Zła i dobra wiadomość |
|
|
Adam Ostolski
|
|
09.06.2009 |
Wybory do Parlamentu Europejskiego nie oznaczają zwycięstwa chadecji. Można mówić o względnym sukcesie, ale nie opiera się on na mocnych podstawach. Europejska Partia Ludowa stworzy największy klub w nowym Parlamencie po prostu dlatego, że straciła w tych wyborach mniej niż socjaliści. Socjaldemokratom nie pomogła ani kampania obiecująca „nowy kierunek dla Europy”, ani działalność Poula Nyrupa Rasmussena, który od miesięcy jest niestrudzonym i kompetentnym krytykiem bierności komisji Barroso wobec kryzysu. Pomysły socjaldemokratów były godne uwagi, ale zabrakło im żaru. Jedyne siły, które realnie zyskały, to ksenofobiczna prawica i Zieloni – grupy proponujące pozorną lub autentyczną alternatywę wobec status quo. Na marginesie warto też zwrócić uwagę na brak wzrostu poparcia dla radykalnej lewicy (choć w Irlandii mandat zdobył trockistowski polityk Joe Higgins) oraz na mandat zdobyty przez szwedzką Partię Piratów.
Co to oznacza dla Europy?
Przede wszystkim czeka nas kolejne pięć lat dryfu w prawo. Barroso zachowa zapewne stanowisko szefa Komisji, co wiąże się z wieloma przykrymi konsekwencjami dla pracowników najemnych, internautów, kobiet i mniejszości, konsumentów, imigrantów, krajów rozwijających się i środowiska naturalnego. Cieszyć się mogą natomiast: duże państwa, lobby atomowe, raje podatkowe, wielki biznes i organizacje pracodawców.
Z drugiej strony można jednak spodziewać się głębszego upolitycznienia prac Parlamentu. Dotychczasowa polityka integracji oparta na zakulisowym konsensusie odchodzi powoli w przeszłość. Barroso nie będzie miał łatwego życia z Zielonymi, którzy rozpoczęli jeszcze przed wyborami kampanię „Barroso musi odejść” i nic nie wskazuje na to, żeby zamierzali odpuścić. Socjaldemokraci mają uraz do chadeków po transferze Danuty Hübner, co zmniejsza ich gotowość do współpracy w ramach nieformalnej „wielkiej koalicji”. Liberałowie nadal odgrywać będą rolę języczka u wagi, jednak nowy układ sił (zwłaszcza przewidywane wystąpienie z EPL brytyjskich i czeskich konserwatystów i wzrost znaczenia skrajnej prawicy) sprawia, że zarówno lewica, jak i chadecja będzie się musiała z nimi bardziej liczyć. Jeśli spróbują powalczyć o stanowisko przewodniczącego Parlamentu dla Grahama Watsona, może nas czekać burzliwy początek nowej kadencji.
Co to oznacza dla lewicy?
Jeśli uważnie przyjrzeć się wynikom różnych lewicowych list i partii, przeważają dobre wiadomości. Przede wszystkim trzeba zwrócić uwagę na bankructwo „trzeciej drogi”. Objawiło się ono aż nadto wyraźnie: słabe wyniki SPD i PSOE przypieczętowane zostały klęską brytyjskich laburzystów, którzy po raz pierwszy w historii przegrali z konserwatystami nawet w Walii. Przegrały również te partie Zielonych, które w ostatnich latach wybierały trzeciodrogową strategię – irlandzka i czeska.
Inna ważna kwestia to właśnie europejski sukces Zielonych. Zwłaszcza we Francji, gdzie Zieloni utworzyli szeroką koalicję, rozciągającą się od alterglobalisty José Bové po centrowego ekologa Antoine’a Waechtera. Przyniosło im to aż 14 mandatów i pozycję trzeciej siły politycznej w kraju. Europejskich wyborców idea Zielonego Nowego Ładu jako odpowiedzi na kryzys przyciągnęła bardziej niż antykapitalistyczny język radykalnej lewicy. To ważne, bo w większości istotnych spraw Zieloni głosują w Parlamencie Europejskim podobnie jak komuniści. Różnica dotyczy przede wszystkim języka i stylu prowadzenia polityki. Nawet w sytuacji kryzysu ton sprzeciwu, oporu i buntu okazał się jednak mniej przekonujący niż ton (choćby skromnej) nadziei.
Przynajmniej po lewej stronie. Nie sposób bowiem zignorować wyniku holenderskiej Partii Wolności, która stała się drugą siłą w kraju, czy Brytyjskiej Partii Narodowej, która wprowadziła do Parlamentu dwóch posłów. Wiąże się z tym realne ryzyko, że część socjalistów stonuje swoją krytykę Barroso, budując wspólnie z chadekami „kordon sanitarny” przeciw nacjonalistom. Byłoby to najgorszą rzeczą, jaką dziś lewica mogłaby zrobić. Oznaczałoby to zabetonowanie europejskiej polityki na wiele lat, i to w niezbyt korzystnym punkcie. Dziś bardziej niż kiedykolwiek trzeba krytykować właśnie chadeków. To Barroso i Europejska Partia Ludowa dają pożywkę skrajnej prawicy swoją indolencją w obliczu kryzysu i notorycznym przesuwaniem granic tego, co dopuszczalne wobec imigrantów. Niech sukces ksenofobów nie przesłania nam faktu, że polityka zdominowanej przez chadecję Unii jest już dziś dostatecznie ksenofobiczna. Setki imigrantów, którzy wskutek działalności Frontexu giną co roku na granicach „twierdzy Europa” i nieznana liczba osób przetrzymywanych w obozach w Afryce Północnej poświadczają to najlepiej.
Komentując nastroje panujące w Niemczech po zwycięstwie nad Francją w 1871 roku, ostrzegał Friedrich Nietzsche, że wygrana wojna może być najgorszym nieszczęściem dla narodu, który z przewagi militarnej wnioskuje o przyrodzonej wyższości własnej kultury. Ani względny sukces chadeków, ani realna przegrana socjaldemokratów, ani stagnacja lewicy radykalnej nie powinny nas zwodzić. Te wybory to również sukces Zielonych, pierwszy mandat dla Partii Piratów i ostateczna kompromitacja „trzeciej drogi”. Wczytajmy się w te tendencje, a bez trudu odnajdziemy kierunek na przyszłość.
Na podobny temat
|
|
Aktualizacja ( 12.06.2009 )
|
|
Felietony Adama Ostolskiego
|
|
"Są gry komputerowe, które mogą&n...
Proszę Pani, ale to się i tak stać mu...
"Jak poszczuję kogoś psem, nie ch...