Nowość w sklepie KP!

miosz_okladka_300px.jpg

Katalog Książek KP

Najnowszy numer KP

kp29www150px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Pytałem decydentów MFW, jakie mają dowody na to, że ich neoliberalna polityka jest właściwa. Odpowiadali, że nie potrzebują dowodów. Wyglądało to tak, jakby chodziło im nie o politykę, lecz o religię. Ale to tylko część odpowiedzi. Forsowali taką politykę także dlatego, że chciało jej Wall Street. Niestabilność, kryzysy, łączenie firm, dzielenie firm to raj dla sektora finansowego, który robi na tym ogromne pieniądze.
Joseph E. Stiglitz

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Europa na żółtym świetle Drukuj
Adam Ostolski   
07.07.2009
Trybunał daje traktatowi lizbońskiemu żółte światło - tak niemiecka prasa podsumowuje wyrok Federalnego Sądu Konstytucyjnego z 30 czerwca, uznający traktat za zgodny z niemiecką Ustawą Zasadniczą. Z orzeczenia trybunału w Karlsruhe cieszą się zwolennicy traktatu, sąd usunął bowiem jedną z ostatnich przeszkód w jego ratyfikacji. Ale cieszą się również przeciwnicy: sąd obłożył konstytucyjność przyjęcia traktatu takimi warunkami, że faktycznie zmienił jego sens. Podczas gdy w światku politycznym triumfalizm panuje po obu stronach barykady, publicyści skłaniają się raczej do tezy, że wyrok oznacza koniec marzeń o wielkiej Europie.


Czyżby trybunałowi udało się usiąść okrakiem na barykadzie? W kwestii zasadniczej - czy traktat lizboński pogłębia unijną demokrację czy wręcz przeciwnie - na to właśnie wygląda. Trybunał nie zgodził się z opinią, że traktat, dzięki wzmocnieniu roli Parlamentu Europejskiego i wprowadzeniu pewnych elementów demokracji bezpośredniej, istotnie demokratyzuje Unię Europejską. Poważnie potraktował natomiast obawy tych, którzy - wskazując na zwiększone kompetencje legislacyjne władzy wykonawczej i rosnący udział Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości w tworzeniu prawa - twierdzili, że traktat oznacza oddalanie się Unii od demokratycznych standardów.

  


Prodemokratyczne zapisy traktatu lizbońskiego - czytamy w streszczeniu orzeczenia - „nie mogą zrekompensować deficytu europejskiej władzy publicznej w stosunku do wymogów demokracji na poziomie państwa, mogą jednak zwiększyć poziom uprawomocnienia Staatenverbund (związku państw)”.

  


Zdaniem trybunału, dopóki nie istnieje europejski lud, ludy Europy muszą zachowywać demokratyczną kontrolę nad polityką Unii poprzez własne narodowe parlamenty. W związku z tym orzeczenie wymaga, aby prawo tworzone zgodnie z nowymi zasadami było zatwierdzane przez Bundestag i Bundesrat. Decyzje podejmowane na poziomie unijnym nie mogą pozbawiać Niemiec możliwości kształtowania własnej polityki socjalnej, podatkowej i obronnej. Niemieccy obywatele i obywatelki będą mogli zaskarżać do trybunału w Karlsruhe prawo unijne, jeśli łamałoby ono ich konstytucyjne prawa zapisane w Ustawie Zasadniczej.

  


Tak czy owak, traktat lizboński będzie przez Niemcy ratyfikowany. A za parę miesięcy, jeśli nie będzie niespodzianek ze strony Czech, Polski lub Wielkiej Brytanii, ponowne referendum w Irlandii ostatecznie rozstrzygnie o jego losie. Mimo że sondaże wskazują na solidne poparcie dla traktatu, przygotowując się na werdykt irlandzkiego ludu, rząd Irlandii i Rada Europejska wynegocjowały w czerwcu specjalne zapewnienia dla Irlandii oraz „uroczyste oświadczenie” dotyczące praw pracowniczych i polityki społecznej. Do gwarancji i deklaracji rząd Irlandii dołączył oświadczenie na temat neutralności wojskowej. Ogłoszono też, że Irlandia będzie miała w przyszłych komisjach własnego komisarza.

  


Wszystko to ma uspokoić obawy irlandzkich przeciwników traktatu. Gwarancje obejmują nienaruszalność irlandzkiej polityki w kwestii aborcji, podatków i neutralności wojskowej. Deklaracja o prawach pracowniczych dotyczy nie tylko Irlandii, lecz całej Unii, ale w przeciwieństwie do gwarancji nie ma wiążącego charakteru. Przeciwnicy traktatu uważają zapewnienia zawarte w obu dokumentach za „zasłonę dymną” i nadal prowadzą kampanię za odrzuceniem traktatu.

  


„Uroczystym oświadczeniem” jest również rozczarowana Europejska Konfederacja Związków Zawodowych (ETUC). Związkowcy oczekiwali, że w deklaracji znajdzie się zapis o potrzebie rewizji dyrektywy o delegowaniu pracowników, która wskutek niesławnych orzeczeń Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości stała się pierwszym antyzwiązkowym prawem na poziomie unijnym. (Bez wątpienia rewizja dyrektywy byłaby niezłym testem, czy „uroczysta deklaracja” jest tylko uroczysta, czy również szczera.)

  


Za parę miesięcy referendum. Wóz albo przewóz. W ten lub inny sposób oznaczać to będzie koniec pewnej epoki w historii Unii Europejskiej. Przez ostatnie 5 lat główny podział na scenie europejskiej dotyczył tego, czy jest się za traktatem (najpierw konstytucyjnym, potem lizbońskim), czy przeciw. To bardzo dziwny podział. Po jednej stronie ludzie tacy jak José Barroso i Daniel Cohn-Bendit, po drugiej tacy jak Václav Klaus i Oskar Lafontaine. Po jednej stronie lewica i prawica i po drugiej stronie lewica i prawica. Po jednej stronie więcej zwolenników Europy federalnej, ale też trochę eurorealistów. Po drugiej stronie przewaga eurosceptyków, ale też sporo zapalonych federalistów, którzy (jak stowarzyszenie Attac) mają wobec wspólnej Europy wyższe oczekiwania.

  


Co właściwie znaczy bycie pro- lub antylizbońskim? W Irlandii za odrzuceniem traktatu głosowali ci, którzy są za zakazem aborcji lub za ochroną praw pracowniczych, lub za niskimi podatkami, lub za wojskową neutralnością, lub za tym, żeby Irlandia miała własnego komisarza. Czy ci, którzy głosowali za przyjęciem traktatu, mieli przeciwne zdanie w tych sprawach? Taki wniosek byłby oczywiście bez sensu. Ale w takim razie tym bardziej narzuca się pytanie: jaki podział polityczny wyraża i kreuje spór o traktat lizboński? Na oświeconych Europejczyków i ciemnych nacjonalistów? Na racjonalne centrum i ekstremistyczne marginesy? Jaką cenę płacimy za to, że podział ten wysuwa się na pierwszy plan, zasłaniając inne polityczne różnice?

  


Być może prawdą jest, że Unią złożoną z 27 państw trudniej zarządzać bez nowego traktatu. Co jednak jeśli za trudności w rządzeniu Unią odpowiada również kryzys przywództwa i brak wizji? Przez ostatnie 5 lat widzieliśmy, że Komisja Barroso potrafiła okazywać wolę i determinację, kiedy chodziło o dyrektywę patentową czy usługową (na szczęście nie do końca skutecznie). Dopiero kiedy pojawiała się kwestia praw pracowniczych czy podnoszenia standardów ekologicznych, Komisja okazywała się zadziwiająco słaba. Co jeśli źródłem słabości unijnej polityki ostatnich lat nie jest brak traktatu, lecz fakt, że zarówno w Komisji, jak i w Radzie dominuje prawica?

  


To prawda, że od kilku lat Europa stoi na żółtym świetle. Wszyscy czekamy na traktat, a prawdziwa polityka - spór między lewicą a prawicą o kształt wspólnego świata - ma się na dobre zacząć dopiero potem. Jednak wiara, że to traktaty są źródłem integracji, trąci prawniczym pozytywizmem. Rzeczywistością integracji nie jest prawo, lecz wspólne dążenie do czegoś, co mgliście nazywa się „europejskim modelem społecznym”. Traktaty są tylko formą, w której urzeczywistnia się to dążenie. Chodzi o pewien model państwa dobrobytu, społecznej gospodarki rynkowej, wysokiego poziomu redystrybucji, odtowarowienia usług publicznych, gwarancji wolności od lęku i wolności od niedostatku.

  

Spierając się o ten czy inny traktat, europejscy politycy zapomnieli o ciążącym na nich zadaniu przeniesienia tego modelu w XXI wiek. Bez względu na wynik irlandzkiego referendum pora już wyjść z poczekalni i zająć się tym, co naprawdę ważne.

  


PS. Warto zobaczyć:

* komunikat prasowy Trybunału Konstytucyjnego w Karlsruhe

* o gwarancjach dla Irlandii i uroczystej deklaracji w sprawie praw pracowniczych na stronie RTÉ

* konkluzje prezydencji z posiedzenia Rady Europejskiej 18-19 czerwca 2009 (teksty gwarancji, zał. 1-3)

* Attac Europa: 10 zasad demokratycznej i socjalnej Konstytucji


Komentarze
Dodaj nowy
dcio  - referenda   |08.07.2009 13:21:10
Mysle, ze referenda powinny odbyc sie we wszystkich panstwach wspolnot
europejskich , powoloanie UE to jest zrobienie nowego panstwa i obywatele
powinni zadecydowac czy chca mieszkac na Slowenii czy w UE.
Jest to zmiana
super jakosciowa i powinii o tym decydowac obywatele a nie
urzadnicy.

Niepokoi mnie tez , ze powolanie UE bedzie kolejnym krokiem
ograniczajacym demokracje.
Thome   |13.07.2009 04:36:13
"Rzeczywistością integracji nie jest prawo, lecz wspólne dążenie do czegoś,
co mgliście nazywa się europejskim modelem społecznym. (…)Chodzi o pewien
model państwa dobrobytu, społecznej gospodarki rynkowej, wysokiego poziomu
redystrybucji, odtowarowienia usług publicznych, gwarancji wolności od lęku i
wolności od niedostatku."

A może chodzi o "pewien model"
niskiego poziomu redystrybucji (bo to kradzież), urynkowienia usług publicznych
(ukrócenie marnotrawstwa), gwarancji wolności do lęku (jeżeli ktoś lubi) i prawa
do niedostatku (jeżeli komuś się nie chce).


"wolności od lęku i
wolności od niedostatku"

I od chorób. I od nieszczęśliwej miłości.
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 07.07.2009 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.77871 Seconds