Nowość w sklepie KP!
Najnowszy numer KP
Komentarze
CYTAT DNIA
Jesteśmy zdolni zgasić słońce i gwiazdy, bo nie płacą dywidendy.
John Maynard Keynes
Książki w sklepie KP
|
Order software online
|
Ani za, ani przeciw |
|
|
Adam Ostolski
|
|
11.01.2010 |
Nie piszę tego bynajmniej, by autorce kadzić: artykuł Dominki Wielowieyskiej Dlaczego adopcja przez gejów jest zła już dziś ma swoje miejsce w annałach polskiego dziennikarstwa. Nie tylko chodzi o to, że potwierdza on w końcu niezbicie postawioną niedawno przez Marka Beylina tezę o zaangażowaniu „Gazety Wyborczej” w sprawy mniejszości, gdyż to właśnie „stosunek do różnych mniejszości” stanowi „sprawdzian demokracji i wolności”. Chodzi przede wszystkim o to, że rzadko zdarza mi się napotkać w prasie codziennej (nawet w „Wyborczej”!) tekst, który sprowokowałby mnie do tak daleko posuniętych przemyśleń. Nie wątpię, że artykuł ten powinien w przyszłości stać się przykładem, przerabianym na ćwiczeniach przez studentów dziennikarskiego fachu. Zanim to jednak nastąpi, chciałbym zastanowić się nad kilkoma szczególnie błyskotliwymi propozycjami Autorki.
Przede wszystkim podziw wzbudzać musi odwaga, z jaką odrzuca ona wszelkie empiryczne źródła wiedzy o komentowanym przez siebie problemie. W odniesieniu do debaty na temat tego, jak wychowanie przez homoseksualnych rodziców wpływa na dzieci, Wielowieyska stwierdza: Dla mnie te badania nie mają większego znaczenia. Każdy przypadek adopcji musi być bowiem oceniany osobno, a nie według prostego podziału: jestem za adopcją przez pary homoseksualne lub przeciw niej. Nieco dalej pisze zaś o czarnoskórych lub skośnookich dzieciach adoptowanych przez białoskóre, prostookie gwiazdy takie jak Madonna czy Angelina Jolie, by podsumować to słowami: Wróćmy jednak ze świata gwiazd na ziemię. Bo nas interesują nie tyle jednostkowe przypadki, co statystyka i istota systemu.
A zatem: badania na większych próbach nie, i jednostkowe przypadki też nie? Skądże znowu. Każdy przypadek należy oczywiście oceniać osobno, ale w taki sposób, żeby się jednostkowymi przypadkami jednakowoż nie interesować - liczy się bowiem statystyka. Ale nie byle jaka statystyka, co to, to nie!, tylko taka, która się obywa bez badań, które mogłyby niepotrzebnie odwracać uwagę od każdego przypadku z osobna. Do tej pory sprawa homoadopcji mogła się wydawać czytelnikowi lub czytelniczce zawiła, ale teraz wszystko w końcu robi się jasne. Wystarczy trochę statystyki (byle bez liczb) oraz namysł nad każdym przypadkiem (pod warunkiem, że nie będzie on jednostkowy).
Nasza Autorka nie jest więc - co jak najlogiczniej z powyższego wynika - przeciwniczką lub zwolenniczką adopcji dzieci przez lesbijki i gejów. Jak jednak to śmiałe i nowatorskie stanowisko przełożyć na język prawa, czyli powszechnie wiążących reguł? Na początku artykułu czytamy: Może się zdarzyć, że najlepszym wyjściem dla dziecka jest pozostanie z dorosłym o orientacji homoseksualnej. I tak powinno się stać. Ale to nie oznacza zrównywania praw homo- i heteroseksualistów. Tekst zamyka zaś konkluzja: Środowiska gejów i lesbijek muszą wziąć pod uwagę, że ograniczenie prawa adopcji dla nich nie wynika z homofobii. (…) adopcja jest całkiem osobnym zagadnieniem, o wiele szerszym niż zrównanie praw par hetero- i homoseksualnych. Czyli adopcja czasem tak, ale bez zrównywania praw, a przy tym koniecznie zrównanie praw, ale raczej bez adopcji. Prawa powinny być bowiem dla wszystkich równe, ale dla niektórych ograniczone.
A jeśli komu wciąż brakuje jasności, co Autorka zaleca, a przed czym właśnie ostrzega, to warto przeczytać to uważnie raz jeszcze. I jeszcze raz. I jeszcze. Naprawdę warto. W końcu, jak trafnie zauważa Marek Beylin, to diagnozy naszych ideowych przeciwników „dają (…) bezwiednie klucz do zrozumienia, jak rozwija się nasza wolność i czemu budzi tyle oporu”.
Na podobny temat
|
|
Aktualizacja ( 12.01.2010 )
|
|
Felietony Adama Ostolskiego
|
|
A jakie to ma znaczenie, czy dane dzi...
Postaram się. To będzie wymagało chwi...