Nowość w sklepie KP!

miosz_okladka_300px.jpg

Katalog Książek KP

Najnowszy numer KP

kp29www150px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Jesteśmy zdolni zgasić słońce i gwiazdy, bo nie płacą dywidendy.
John Maynard Keynes

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Ani za, ani przeciw Drukuj
Adam Ostolski   
11.01.2010
Nie piszę tego bynajmniej, by autorce kadzić: artykuł Dominki Wielowieyskiej Dlaczego adopcja przez gejów jest zła już dziś ma swoje miejsce w annałach polskiego dziennikarstwa. Nie tylko chodzi o to, że potwierdza on w końcu niezbicie postawioną niedawno przez Marka Beylina tezę o zaangażowaniu „Gazety Wyborczej” w sprawy mniejszości, gdyż to właśnie „stosunek do różnych mniejszości” stanowi „sprawdzian demokracji i wolności”. Chodzi przede wszystkim o to, że rzadko zdarza mi się napotkać w prasie codziennej (nawet w „Wyborczej”!) tekst, który sprowokowałby mnie do tak daleko posuniętych przemyśleń. Nie wątpię, że artykuł ten powinien w przyszłości stać się przykładem, przerabianym na ćwiczeniach przez studentów dziennikarskiego fachu. Zanim to jednak nastąpi, chciałbym zastanowić się nad kilkoma szczególnie błyskotliwymi propozycjami Autorki.

Przede wszystkim podziw wzbudzać musi odwaga, z jaką odrzuca ona wszelkie empiryczne źródła wiedzy o komentowanym przez siebie problemie. W odniesieniu do debaty na temat tego, jak wychowanie przez homoseksualnych rodziców wpływa  na dzieci, Wielowieyska stwierdza: Dla mnie te badania nie mają większego znaczenia. Każdy przypadek adopcji musi być bowiem oceniany osobno, a nie według prostego podziału: jestem za adopcją przez pary homoseksualne lub przeciw niej. Nieco dalej pisze zaś o czarnoskórych lub skośnookich dzieciach adoptowanych przez białoskóre, prostookie gwiazdy takie jak Madonna czy Angelina Jolie, by podsumować to słowami: Wróćmy jednak ze świata gwiazd na ziemię. Bo nas interesują nie tyle jednostkowe przypadki, co statystyka i istota systemu.

A zatem: badania na większych próbach nie, i jednostkowe przypadki też nie? Skądże znowu. Każdy przypadek należy oczywiście oceniać osobno, ale w taki sposób, żeby się jednostkowymi przypadkami jednakowoż nie interesować - liczy się bowiem statystyka. Ale nie byle jaka statystyka, co to, to nie!, tylko taka, która się obywa bez badań, które mogłyby niepotrzebnie odwracać uwagę od każdego przypadku z osobna. Do tej pory sprawa homoadopcji mogła się wydawać czytelnikowi lub czytelniczce zawiła, ale teraz wszystko w końcu robi się jasne. Wystarczy trochę statystyki (byle bez liczb) oraz namysł nad każdym przypadkiem (pod warunkiem, że nie będzie on jednostkowy).

Nasza Autorka nie jest więc - co jak najlogiczniej z powyższego wynika - przeciwniczką lub zwolenniczką adopcji dzieci przez lesbijki i gejów. Jak jednak to śmiałe i nowatorskie stanowisko przełożyć na język prawa, czyli powszechnie wiążących reguł? Na początku artykułu czytamy: Może się zdarzyć, że najlepszym wyjściem dla dziecka jest pozostanie z dorosłym o orientacji homoseksualnej. I tak powinno się stać. Ale to nie oznacza zrównywania praw homo- i heteroseksualistów. Tekst zamyka zaś konkluzja: Środowiska gejów i lesbijek muszą wziąć pod uwagę, że ograniczenie prawa adopcji dla nich nie wynika z homofobii. (…) adopcja jest całkiem osobnym zagadnieniem, o wiele szerszym niż zrównanie praw par hetero- i homoseksualnych. Czyli adopcja czasem tak, ale bez zrównywania praw, a przy tym koniecznie zrównanie praw, ale raczej bez adopcji. Prawa powinny być bowiem dla wszystkich równe, ale dla niektórych ograniczone.

A jeśli komu wciąż brakuje jasności, co Autorka zaleca, a przed czym właśnie ostrzega, to warto przeczytać to uważnie raz jeszcze. I jeszcze raz. I jeszcze. Naprawdę warto. W końcu, jak trafnie zauważa Marek Beylin, to diagnozy naszych ideowych przeciwników „dają (…) bezwiednie klucz do zrozumienia, jak rozwija się nasza wolność i czemu budzi tyle oporu”.
Komentarze
Dodaj nowy
mhnatiuk   |13.01.2010 16:25:23
Szkoda, że w takiej dyskusji w przypadku par zgłaszających się do adopcji
uwzględnia się przede wszystkim zmienną "homogeniczność płciowa"
małżonków a nie uwzględnia się np. "ilości wódy (w litrach) wypijanej przez
głowę rodziny" lub "ilości lewych prostych zadawanych przez głowę
rodziny". Rozumiem że Wielowieyskiej wydaje się to bardzo małomiasteczkowe,
ta przemoc, alkohol a dzieci adoptują teraz tylko pary z katalogu Dom
Development. Jednak życie to nie Magda M, chociaż redaktorom z Czerskiej od
dawna się wydaje, że rzeczywistość społeczna właśnie tak wygląda. Może więcej
lektur?
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 12.01.2010 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.78344 Seconds